Listopadowa lista przeżyć
Gdy dni stają się zdecydowanie krótsze, a drzewa tracą liście, kiedy noce przynoszą chłód i pierwsze przymrozki, a niebo coraz częściej pokrywa się szarością, to może oznaczać tylko jedno – nadszedł listopad!
Choć listopad ma tak wiele do zaoferowania, od kolorowych opadających liści po przytulne wieczory, od aromatycznych potraw po jesienne aktywności, jest to miesiąc bardzo niedoceniany, a przyćmiewa go oczekiwanie na zimowe święta i Nowy Rok. A szkoda, bo listopad ma przecież swoje miejsce w kalendarzu i choćby z tego powodu jest ważny i zasługuje na chwilę uwagi.
Wbrew jego ponurej aurze listopad może okazać się niezwykle piękny. Tak naprawdę to my decydujemy, jak spędzimy ten czas. Dlatego stworzyłam listę listopadowych przyjemności i doświadczeń, które mają sprawić, że ten miesiąc stanie się dla mnie, a także dla was, okresem pełnym inspiracji i ciepła. Jesienny klimat to coś znacznie głębszego niż tylko wózek pełen sztucznych dyni, pachnących świec czy nowych swetrów.
Tak więc w listopadzie mam zamiar:
- Pospacerować po parku szurając nogami w liściach.
- Pojechać do pobliskiego lasu na spacer i poprzytulać się do drzew.
- Obejrzeć zachód słońca w jeden z weekendowych dni, a potem pójść na spacer i świadomie pooddychać rześkim powietrzem.
- Wypić herbatę z plasterkiem pomarańczy, imbirem, cytryną i sokiem malinowym
- Wziąć ciepłą kąpiel w wannie.
- Rano podziwiać z okna przyrodę, a wieczorem cieszyć się spacerem po opustoszałym mieście.
- Zorganizować przynajmniej jeden wieczór przy ognisku. Ogrzać się przy blasku ognia i poczuć niepowtarzalny i intensywny zapach unoszącego się dymu.
- Udekorować dom tym, co dała nam natura, np. prawdziwymi dyniami, z których potem ugotuję aromatyczne danie; bukietem jesiennych kwiatów.
- Zrobić kilka zdjęć z rodzinnych wycieczek, np. tych po lesie, a potem wydrukować je i powiesić na ścianie.
- Pójść do biblioteki i wypożyczyć ulubioną książkę z dzieciństwa – „Dzieci z Bullerbn” lub sagę Małgorzaty Musierowicz.
- Wypełniać dom pięknymi jesiennymi zapachami, jednak nie tymi ze sztucznych świec, ale na przykład z upieczonych muffinek dyniowych, ciasta marchewkowego czy aromatycznego jabłecznika.
- Przyrządzić dyniowe risotto – nigdy nie jadłam.
- Zaprosić znajomych na wspólne układanie puzzli, planszówki, grę w karty – wykorzystać to, co już mam.
- Celebrować wieczory przy muzyce Leonarda Cohena.
- Rano, wstając rano do pracy, częściej zapalać świeczki niż włączać sztuczne światło. … i próbować szykować się do pracy bez pośpiechu, w uważności.
- Poleżeć wieczorem na kanapie otulona kocem, przy przyciemnionym świetle i dźwiękach nastrojowej muzyki.
- Zgrabić liście na działce ROD, przekopać kompostownik i ogarnąć masę innych spraw.
Tyle ode mnie. Myślę, że to i tak sporo jak na jeden miesiąc. Jeśli chciałabyś dodać coś do tej listy, śmiało.
Pod koniec miesiąca napiszę, jaki był dla mnie tegoroczny listopad i czy rzeczywiście dostrzegłam jego piękno w tych prostych czynnościach 🙂

