Cztery wymówki, które zatrzymują Cię przed zmianą

Na hasło minimalizm zwykle do głowy przychodzą nam skojarzenia w stylu: porządkowanie szafy, rezygnowanie z nadmiaru. I choć pierwsze kroki w minimalistycznym życiu kierujemy w stronę zagraconych przestrzeni (sama od tego zaczynałam – i to naprawdę dobry początek smile), to prawdziwe upraszczanie zaczyna się dużo głębiej – w naszych myślach, nawykach i decyzjach. To właśnie tam, w zwykłej codzienności, kryją się wymówki, które zatrzymują Cię przed zmianą.

 

Wymówki brzmią niewinnie. Czasem wręcz kusząco. Przynoszą złudne poczucie ulgi: „nie dziś, jutro”, „kiedyś, jeszcze nie teraz”, „poczekam na motywację”. W rzeczywistości każdy tego typu wykręt oddala od celu, od upragnionego spokoju, klarowności. To trochę jakbyśmy na własne życzenie rezygnowały z marzeń, z szansy na prostsze oraz bardziej świadome życie.

 

Jakie to wymówki? Zidentyfikowałam cztery najczęściej przez siebie stosowane i dziś biorę je pod lupę. Jeśli chciałabyś dodać coś do listy, sekcja komentarzy zaprasza.

Wymówka nr 1 - „Od jutra będzie inaczej”

 

To chyba najczęściej powtarzana obietnica, którą sobie składałam. Zawsze od jutra, od poniedziałku, od nowego roku. Brzmi znajomo?

 

Pamiętam taki czas, wiele lat temu, kiedy byłam na 10-dniowym kursie vipassany. Każdego dnia medytowałam po kilkanaście godzin, skanowałam ciało kawałek po kawałku, skupiając się na płynących z niego odczuciach: dreszczach, mrowieniu, swędzeniu, pieczeniu, ledwo wyczuwalnych prądach. Wtedy też po raz pierwszy wyraźnie poczułam, że istnieje tylko „tu i teraz”. Byłam tak mocno obecna w chwili, że jutra po prostu nie było.

 

Na co dzień trudno o taką uważność. Tym bardziej, że świat wokół nas został zaprojektowany tak, by rozpraszać i kusić – media społecznościowe, reklamy, powiadomienia – wszystko walczy o naszą uwagę. Dziś już wiemy, że Facebook, Instagram nieustannie badają nasze zachowania. Sprawdzają, co ile postów pokazać reklamę, żebyśmy w końcu w nią kliknęły. Analizują, jakie wideo chętniej i dłużej oglądamy, a potem podsuwają nam więcej podobnych treści.

 

Kiedyś myślałam, że skoro nie jestem szczególnie aktywna na Facebooku, to nikt nic o mnie nie wie. Okazało się jednak, że wystarczy wejść na jakąkolwiek stronę internetową z przyciskiem „lubię to”, a Facebook już wie, że się tam pojawiłam.

 

Dziś coraz bardziej rozumiem, że to „teraz, a nie jutro” jest prawdziwą szansą na zmianę i świadomy wybór tego, co wspiera moje wartości. Jutra nie ma, jest tylko teraz – chwila, w której mogę zadecydować inaczej. Mogę zadbać o jasne granice, świadomie zrezygnować z tego, co rozprasza  i zrobić najmniejszy krok ku upragnionej zmianie. W przeciwnym razie nawet najlepsze postanowienie się rozsypie.

 

Wymówka nr 2 - Iluzja „któregoś dnia”

 

„Któregoś dnia posprzątam w szafie”„Któregoś dnia zrobię porządek w dokumentach”„Któregoś dnia zadzwonię do przyjaciółki”? – znasz to? Ja aż za bardzo.

 

„Któregoś dnia” to kolejna, bardzo często powtarzana sobie obietnica, bardzo zbliżona do pierwszej wymówki.

 

To pudełko, do którego wrzucamy marzenia, obowiązki, relacje i rzeczy, których nie chcemy teraz dotknąć. Problem w tym, że to pudełko nie ma dna – im więcej do niego wkładamy, tym cięższe staje się nasze życie.

 

  • Przedmioty: „Zostawię ten sweter, bo któregoś dnia się przyda”. Efekt? Szafa pełna ubrań, w których nie chodzisz.
  • Projekty: „Napiszę książkę któregoś dnia”. Efekt? Brak nawet pierwszej strony.
  • Relacje: „Zadzwonię któregoś dnia”. Efekt? Coraz większy dystans i poczucie winy.

„Któregoś dnia”  wydaje się bardzo wygodne, ale bywa też podstępne, bo daje poczucie, że coś planujemy. Choć lubimy ulegać iluzji planowania, w rzeczywistości stosując tę wymówkę zrzucamy odpowiedzialność na przyszłość, która nigdy nie nadchodzi. Owszem, zyskujemy chwilowe poczucie ulgi – przecież zrobimy to, tylko jeszcze nie teraz. Bywają jednak w życiu takie momenty, kiedy od losu dostajemy bolesną lekcję: nie ma „któregoś dnia”, jest tylko dziś, było tylko wczoraj.

 

Nie chodzi o to, żeby od razu rzucić się na wszystkie odkładane sprawy. Chodzi znowu o małe, świadome kroki, które zmienią iluzję „któregoś dnia” w realne zmiany.

 

„Któregoś dnia” po prostu często oznacza nigdy. I warto mieć tego świadomość.

Wymówka nr 3 - „Nie mam motywacji”

Bywają dni – i wcale nie należą one do rzadkości – kiedy zupełnie brak mi motywacji, po prostu mi się nie chce. W mojej głowie toczy się znajoma dyskusja, gdzie ambitna część mnie próbuje przekonać do działania tę bardziej leniwą. Po latach takich wewnętrznych dyskusji nauczyłam się, że im dłużej trwa ta przepychanka, tym mniej prawdopodobne staje się, że faktycznie coś zrobię. Czekanie na motywację, jakby miała spaść z nieba, po prostu nie działa. Bo ona rzadko przychodzi wtedy, kiedy jej naprawdę potrzebuję.

Motywacja wydaje się konieczna, by zacząć, ale prawda jest inna – to działanie rodzi motywację.

Życie intencjonalne nie opiera się na chwilowych nastrojach, ale na cichej, powtarzalnej konsekwencji. Większości codziennych zadań nie wykonujemy przecież dlatego, że mamy na nie ogromną ochotę. Nie potrzebuję motywacji, by umyć zęby, ubrać się – to nawyki wpisane w rytm dnia. I teraz chodzi o to, żeby zbudować je w ważnych dla nas obszarach. I nie mam tu na myśli surowej dyscypliny, lecz znalezienie łagodnego rytmu, który naturalnie poprowadzi nas w stronę marzeń.

Czy jest to proste i łatwe? Oczywiście, że nie. Brak motywacji czy lęk przed trudnymi, nowymi zadaniami są czymś zupełnie naturalnym. Nasz mózg woli wygodę i bezpieczeństwo niż stres i niepewność. Z drugiej strony, nie we wszystkich sytuacjach pozwalamy myślom i emocjom dyktować nasze zachowanie. Bywają momenty, w których czujemy gniew, a mimo to zachowujemy spokój, chce nam się śmiać, ale jesteśmy poważne, boimy się, ale jednak działamy. To dowód, że potrafimy iść naprzód niezależnie od tego, co akurat podsuwa nam nasza głowa. Problem pojawia się wtedy, gdy zbyt często lub zbyt łatwo dajemy się wątpliwościom zatrzymać.

I właśnie w tym tkwi sekret – by nie czekać na „idealny moment” czy wenę, ale działać mimo braku motywacji. Potrzebna energia przyjdzie w trakcie.

Motywacja jest ulotna, ale konsekwencja, powtarzalność i działanie – trwalsze.

Wymówka nr 4 - „Jutro będę silniejsza”

 

Łatwo wyobrazić sobie siebie w przyszłości jako bardziej zorganizowaną, spokojną i pełną energii. Problem w tym, że ta przyszła „ja”… to wciąż Ty.

Tak, jutro nadal będziesz tą samą osobą, co dziś - z tymi samymi przyzwyczajeniami, pokusami, bez większej ochoty do działania. To złudzenie ma nawet swoją nazwę – prognozowanie afektywne. Polega ono na tym, że wierzymy, iż przyszłe wydarzenia całkowicie zmienią nasze samopoczucie i życie.

Ile razy zdarzyło Ci się pomyśleć: „Gdybym wygrała milion w totolotka, byłabym szczęśliwsza”? Brzmi kusząco, prawda? A jednak badania pokazują, że wystarcza kilka tygodni, by poziom szczęścia osób, które wygrały na loterii, wrócił dokładnie tam, gdzie był wcześniej.

Mimo to lubimy sobie wyobrażać, że następnego dnia będziemy silniejsze, bardziej produktywne, skupione i niesamowicie zmotywowane. Karmimy się iluzją naszego „idealnego ja”. Wierzymy, że rano wstaniemy i w magiczny sposób staniemy się tą lepszą wersją siebie. Po czym nadchodzi jutro i… jesteśmy dokładnie takie same.

Prawda jest bolesna, ale prosta - jeśli dziś odkładasz rzeczy na później, to jutro z dużym prawdopodobieństwem znajdziesz kolejną wymówkę. A następnego dnia kolejną i kolejnego następną. I tak w kółko.

Zmiana nie dzieje się w przyszłości. To nie kolejne jutro, ale dzisiejsze „ja” stawia pierwszy krok. Dlatego zamiast wierzyć w iluzję lepszego jutra, warto zaprzyjaźnić się z niedoskonałym „dzisiaj”. Krok wcale nie musi być wielki krok – wystarczy mały, ale konsekwentny. A wtedy ta wymarzona przyszła „ja” ma naprawdę szansę się pojawić.

Jak radzę sobie z wymówkami?

Która z tych czterech wymówek najbardziej Cię zatrzymuje i jak sobie z nią radzisz?