Projekt rabaty w stylu angielskim
Jak z marzenia o ogrodzie powstał mój mały romantyczny zakątek
Zawsze marzyłam o małym domku z ogrodem. Takim, gdzie o poranku można wyjść boso na trawę z kubkiem kawy, przysiąść pod jabłonią i słuchać śpiewu ptaków. Życie jednak napisało inny scenariusz – mam niewielkie mieszkanie i… działkę ROD. Tylko lub aż? Z perspektywy czasu – zdecydowanie aż.
Kawałek ziemi stał się dla mnie czymś więcej niż tylko miejscem do wypoczynku. To moje małe laboratorium cierpliwości, nieustającej pracy i marzeń, które zakorzeniają się powoli – dosłownie i w przenośni.
Działkę odkupiłam półtora roku temu. Od pierwszego dnia było jasne: nie będzie łatwo. Poprzedni właściciele traktowali ją raczej jak składowisko wspomnień – w każdym kącie ślady przeszłości, sterty śmieci, chwasty sięgające kolan i trawa, której nikt nie kosił od lat. Wydawało się, że to miejsce nie śniło już o kwiatach – a może po prostu nikt od dawna nie słuchał jego szeptów.
Ale ja chciałam słuchać. I choć moje marzenie o ogrodzie miało inny adres, wiedziałam, że właśnie tu – na tej zaniedbanej działce – mogę stworzyć coś swojego. I że wszystko musi dziać się powoli.
No właśnie: powoli. To słowo w mojej głowie wybrzmiewało jak mantra. Bo ogród to nie miejsce na pośpiech.
Tej wiosny postawiłam sobie dwa cele: uporządkować małe rabatki przy wejściu i stworzyć nową, większą rabatę przy altance. To właśnie o tej drugiej chcę Wam dziś opowiedzieć.
Rabata sąsiaduje z wiekową jabłonią i czereśnią – to miejsce pełne cienia i półcienia, z porannym światłem do około 16:00. Wcześniej rosły tam tulipany, narcyzy, ciemierniki, clematis i inne rośliny, które wyglądały, jakby ktoś sadził je przypadkiem, a potem o nich zapomniał. Wśród nich chwasty i niezliczone pestki z czereśni tworzyły swoją własną, dziką kompozycję.
Pierwszy rok poświęciłam na oczyszczanie tego miejsca, ale prawdziwa przemiana miała dopiero nadejść. Bo w mojej głowie dojrzewał plan stworzenia romantycznego zakątka, inspirowanego angielskimi ogrodami. Zauroczona stylem Marty Potoczek z bloga Leniwa Niedziela, zakochałam się w tym, jak potrafi ona łączyć rośliny w sposób naturalny, harmonijny, a przy tym pełen emocji. Jej ogród to nie tylko przestrzeń – to opowieść, w której każda roślina gra swoją rolę.
Chciałam uzyskać podobny efekt, choć skala była skromniejsza – moja działka ma tylko 3 ary. Ale wierzę, że nawet w małej przestrzeni można zaszczepić wielkie marzenia.
Projekt rabaty w oparciu o moją wizję przygotowała moja siostra, która zawodowo zajmuje się pielęgnacją oraz projektowaniem ogrodów (jej firma to Premium Garden – tak, wiem, mam szczęście!). Ona pomagała mi też sadzić część roślin.
Zobaczcie, jaką przygotowała dla mnie wizualizację 🙂

Rabata ma wymiary 470 x 250 cm, a w jej sercu znalazły się moje ulubione rośliny:
- Powojnik 'Comtesse de Bouchaud', którego z czasem chcę połączyć z różą Uetersen Rosen Princessin – zakochałam się w tym duecie u Marty
- Hortensje bukietowe 'Polar Bear' - posadzone z tyłu rabaty stworzą jej majestatyczne tło (wyobrażacie sobie ogród bez hortensji? Ja nie, dlatego nie mogło ich zabraknąć w moim ogrodzie)
- Angielskie róże o intensywnie różowych, pełnych kwiatach i silnym, różanym zapachu - Gertrude Jekyll - dodają zapachu i romantyzmu.
- Łubiny, które dodają pionowego akcentu i przyciągają owady zapylające
- Delikatne floksy 'David - ich czystobiałe, pachnące kwiaty zebrane w wiechowate kwiatostany rozjaśnią środek rabaty
- Bodziszki 'Rozanne', kocimiętki i przywrotnik ostroklapowy ozdobią obrzeża rabaty
Zostawiłam też to, co już tam było – purpurowy clematis i ciemierniki – jako mały hołd dla przeszłości tego miejsca. Jesienią planuję też dodać tu sporo cebulowych klasyków – tulipanów, narcyzów, a przede wszystkim czosnków ozdobnych, które cudownie komponują się z łubinem (kolejne połączenie bez którego nie wyobrażam sobie mojego ogrodu) i nadają każdej rabacie romantycznego klimatu.

Jak Wam się podoba ten projekt? Mi bardzo. Całość to harmonijna kompozycja kolorów, tekstur i zapachów – idealna do stworzenia nastrojowego, przytulnego zakątka, o jakim marzyłam.
To mój pierwszy tak świadomy ogród. Nie wiem jeszcze, jak wszystko się przyjmie, jak będzie wyglądać za kilka miesięcy. Ale wiem jedno – sadząc każdą roślinę, sadzę też nadzieję. Na chwilę oddechu. Na miejsce, w którym zgiełk dnia codziennego cichnie. Na swój mały świat, który powstaje powoli, ale z serca.
